2018-04-04   Opowiadanie z cyklu „Podróż sentymentalna - wspomnienia absolwenta”

ANATOMIA

Zajęcia z anatomii odbywały się w Katedrze i Zakładzie Anatomii Prawidłowej Akademii Medycznej we Wrocławiu przy ulicy Chałubińskiego, w starym poniemieckim budynku z czerwonej cegły, w którym to mieściło się prosektorium, muzeum anatomii z unikatowymi przedwojennymi zbiorami i mikroskop elektronowy, dzięki któremu pierwszy raz w życiu mogłem oglądać mitochondrium, nie na obrazku ani symulacji komputerowej.
Należy dodać, że mikroskop należał do Katedry i Zakładu Histologii i Embriologii, której to pracownik, dr Ewa Jagoda, na zajęciach z histologii stresowała nas przy każdej możliwej okazji. Ale to historia na inne opowiadanie.
Wróćmy do budynku. Jest ciekawszy. Budynku, który niejedno przeżył, niejedno widział, słyszał i czuł (zapach formaliny, w której skąpane były preparaty przy pierwszym kontakcie był porażający). Wyrastał on dumnie i monumentalnie w otoczeniu urokliwej scenerii innych podobnych wrocławskich budowli, zakamarków, krzewów i drzew, do których to po zdanych egzaminach niektórzy studenci przybijali niegdyś książki, wyładowując tym samym emocje związane z nauką szlachetnej ARTE MEDICINAE.
Niesamowity klimat otoczenia sprawiał, że chciało się tam przebywać, szczególnie w okresie spokojnego, soczysto-zielonego lata oraz wczesnej jesieni, kiedy to delikatny wietrzyk i zmieniające się kolory liści drzew i krzewów z bladozielonych na żółte, złote i czerwone, dodawały uroku temu niezwykłemu, owianemu nutą tajemniczości miejscu.



https://dolny-slask.org.pl/891087,foto.html


Budynek od północy graniczył bezpośrednio z Katedrą i Zakładem Medycyny Sądowej, której to niezwykły pracownik dr Tadeusz Dobosz, kierownik Zakładu Technik Molekularnych, bezlitośnie kazał nam używać mózgu przy odpowiedzi na skomplikowane, zawiłe i podchwytliwe pytania oraz rozwiązywać na pozór nie do rozwiązania trudne zagadki z zakresu molekularnych technik kryminalnych badających biologiczne „corpus delicti”.
Od południa, vis-à-vis wejścia, znajdowały się sale: ćwiczeniowa i wykładowa Katedry i Zakładu Mikrobiologii pamiętające jeszcze czasy profesora Ludwika Hirszfelda (1884-1954), w których to adepci nauk medycznych poszerzali i doskonalili praktyczną i teoretyczną wiedzę z zakresu bakterii, wirusów i grzybów.

Nad drzwiami wejściowymi do Katedry i Zakładu Anatomii widniał napis MORS IANUA VITAE (łac. Śmierć bramą życia) informujący nas, że nie jest to zwykły budynek, a raczej nie jest zwykłe to, co można tam zobaczyć i doświadczyć.



Zdjęcie własne (2017 r.)


Na piętrze witał nas obraz zatytułowany „Lekcja anatomii doktora Tulpa”, namalowany przez Gerharda Janssena, będący wierną kopią dzieła Rembrandta (1606-1669).



Zdjęcie własne (2017 r.)


Zajęcia z anatomii odbywały się w niewielkiej sali ćwiczeniowo-wykładowej na pierwszym piętrze z bardzo ciekawą, interesującą i pełną energii osobą, panią dr hab. Alicją Kędzią, która to odkrywała przed nami tajemnice budowy ludzkiego organizmu.



Zdjęcie własne (2017 r.)

   
Osoba to była niezwykła. Z racji swojego zainteresowania i profesji, a zajmowała się układem nerwowym, doskonale potrafiła odczytać nasze potrzeby intelektualne i fizjologiczne, jak i bez najmniejszego problemu prześwietlić na wskroś nasze mózgi (pod względem anatomicznym). Na dodatek będąc bardzo cenioną i szanowaną biegłą sądową oraz dysponując ogromną wiedzą w zakresie funkcjonowania układu nerwowego, nic nie mogło i nie umykało jej uwadze. Mając fotograficzną pamięć potrafiła na przykład bezbłędnie wskazać osobę, która kilka dni lub tydzień wcześniej na zajęciach, siedziała w innym miejscu, mało tego, na dodatek ku naszemu zaskoczeniu i zdziwieniu, doskonale wiedziała jeszcze, kto i jak był ubrany na ostatnich zajęciach. Nic się przed nią nie ukryło. Wszelkie dopisywanie na listę obecności nieobecnych było więc bezcelowe. Pamiętam do dziś jej ostrzeżenie: „Żebyście się w cudowny sposób nie rozmnożyli”. I tak to zafascynowani osobowością i bezkresną wiedzą pani docent z wielką uwagą i ciekawością słuchaliśmy wykładów i braliśmy czynny udział w ćwiczeniach, w jakich mogli brać udział tylko studenci akademii, szukając odpowiedzi na nurtujące nas pytania, zaniepokojeni własnymi problemami zdrowotnymi lub naszych bliskich.
Poza tym mózg jest niesłychanie ciekawy i większość z nas chciała poznać tajniki własnego umysłu.
Na tych zajęciach, pierwszy raz usłyszałem o prionach i fraktalach i o tym, że kobiety i Azjaci nie mają dehydrogenazy alkoholowej, a jeżeli już mają to w minimalnych, śladowych wręcz ilościach i to tam nauczyłem się precyzyjnej, niepodważalnej odpowiedzi na pytanie, gdzie leży serce oraz, że wyrostek może boleć po lewej stronie. Do dziś pamiętam słowa pani docent, która mówiła, że bardzo wąskie, szpilkowate źrenice występują przy zatruciach kumarolem i morfiną, a w bardzo dużych, czarnych – trupich, przegląda się wieczność. I to tam, w tej sali, pani docent zaproponowała mi współpracę, w której dołączając do zespołu moich dwóch koleżanek, Izy i Agnieszki, mieliśmy w ramach zajęć Koła Anatomicznego w prosektorium… i tu niestety postawię kropkę. Nasze zaangażowanie nad odkrywaniem sekretów mózgowia oraz lata obserwacji pani docent nad unaczynieniem mózgu, a także przyznanych grantów w pewnym projekcie, zaowocowały w późniejszych latach wydaniem cenionego, unikatowego atlasu. To był wielki zaszczyt i przyjemność pracować pod przewodnictwem tak znamienitej osoby.
Dodam tylko, że wychodzenie wieczorem z prosektorium w okresie jesienno-zimowym było delikatnie mówiąc… nowym doświadczeniem.
Na potwierdzenie moich słów i wzbogacenie tego opowiadania przytoczę kilka zdań jakie kilka lat później docent Kędzia, już jako pani profesor, zawarła w jednym z wywiadów:
„Moje zainteresowania zawodowe są związane ze specjalizacją z neurologii. Pracuję dodatkowo jako biegły z zakresu neurologii w Katedrze i Zakładzie Medycyny Sądowej. W nauce najbardziej pasjonują mnie badania związane z mózgowiem: procesami rozwojowymi, inwolucyjnymi i urazowymi. Wiele lat obserwacji poświęciłam unaczynieniu mózgowia jego makro- i mikroangioarchitekturze. Sekrety mózgowia pomaga mi także rozwiązywać wieloletnia współpraca z Politechniką Wrocławską, co umożliwia mi wzbogacenie warsztatu badawczego. Szczególnie interesuje mnie geometria fraktalna, mechanika eksperymentalna, metrologia i komputerowe techniki przetwarzania obrazu. Interdyscyplinarne badania poszerzają tematykę badawczą, ułatwiają zrozumienie patomechanizmu niektórych schorzeń i zapobiegają monotematyczności”.
http://www.festiwal.wroc.pl/2008/?c=ace&id=38

W zeszycie do anatomii, którego poszukiwania po latach trwały blisko dwa tygodnie, a w którym to w miarę możliwości skrzętnie i sumiennie notowałem anatomiczną wiedzę wraz z unikatowymi ciekawostkami medycznymi, podawanymi przez panią docent, natknąłem się na zdanie, które dało mi chwilę zastanowienia, refleksji i zadumy. Drukowanymi literami było napisane:
TO HISTORIA ZAPISANA NA KARTACH ZESZYTU,
KTÓRA JUŻ NIE POWRÓCI
Na całe szczęście się pomyliłem.    

Posiadając niezwykły dar podróży w czasie, często wracam w tamte piękne, akademickie czasy i klimaty, które to były całkiem nowym przeżyciem, jakie miałem okazję i przyjemność doświadczyć.



Zdjęcie własne (2017 r.)


A teraz. Wiele się zmieniło. Z akademii zrobili uniwersytet, odnowili fasadę budynku, pousuwali przybite do drzew książki, nawet drogę ułożoną z sześciennych kostek zamienili na kostkę brukową i nazwali to wszystko rewitalizacją. Dobrze, że jeszcze budynek mikrobiologii starzeje się z godnością, ale pewnie też go niedługo reanimują.



Zdjęcie własne (2017 r.)


Już duch i czar tego miejsca jakiś inny. Pani profesor Kędzia na emeryturze,
a ja przestałem nosić zegarki i cisnąłem je w kąt. Te, którym udało się przeżyć, jęczą, zawodząc marudnie cały czas tę samą nudną melodię, na szczęście już coraz ciszej: TEMPUS FUGIT, TEMPUS Fugit, Tempus Fugit… (łac. Czas ucieka).
Opowiadanie to dedykuję wszystkim tym którzy mając świadomość ułomności ludzkiego ciała, czują, że jest coś więcej...
Serdeczne podziękowania Agnieszce i Mirkowi za pomoc w podróży do ubiegłego stulecia i za to, że po kilkudziesięciu latach znowu, choć na chwilę mogłem stać się studentem pierwszego roku.

Jarosław Brodny
Absolwent kierunku Analityka Medyczna (1996-2002)
Wrocław, lipiec 2017 r.